Spektaktl z kaukazem w roli głównej

4czajkapodroze_chewsuretia_gruzja

6czajkapodroze_chewsuretia_gruzja7czajkapodroze_chewsuretia_gruzja8czajkapodroze_chewsuretia_gruzja13czajkapodroze_chewsuretia_gruzja14czajkapodroze_chewsuretia_gruzja

Olbrzymie, zwaliste góry, o wierzchołkach pokrytych zżółkłą trawą, lasy przyobleczone w mieniące się barwy jesieni, głębokie kaniony rwących górskich rzek, cisza, spokój, pierwotna dzikość natury – to główni aktorzy w spektaklu, który mogliśmy podziwiać w Chewsuretii – dzikiej krainie zagubionej w sercu Kaukazu. Dawniej zamieszkana była przez najodważniejszych i najbardziej walecznych obrońców granic Gruzji. Dziś jest w dużej mierze wyludniona, ale opustoszałe kamienne wieże wciąż stoją na straży królestwa.

PIERWOTNE PIĘKNO I POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Chewsuretia to jedna z najdzikszych i najsłabiej zaludnionych części Gruzji. Znana jest z niesamowitych kamiennych wież, które wznoszono w średniowieczu dla obrony granic. Ludzie zamieszkujący te tereny słynęli ze swojej waleczności, siły i odwagi. Musieli wykazać się tymi cechami, aby przetrwać w trudnych warunkach panujących w groźnych górach Kaukazu. Dziś pozostało tu niewielu Chewsurów. Ich kamienne twierdze są opuszczone i popadają w ruinę, ale dzika przyroda powala swoim pierwotnym nieskażonym pięknem. Dlatego podróżując do Chewsuretii przemieszczamy się nie tylko w przestrzeni, ale również w czasie. Podróżnik wędruje w przeszłość do czasów, gdy ludzie żyli według prostych reguł, ich losy determinowały prawa natury, a nadrzędnym celem było przeżycie.

ZARDZEWIAŁY WEHIKUŁ CZASU

Jedną z największych wsi regionu jest Barisacho, do którego co drugi dzień jeździ autobus z Tbilisi. Podróż w czasie zaczyna się właśnie od tego autobusu, który wygląda niczym świadek poprzedniej epoki. Nasz wehikuł czasu to stary, zardzewiały Ikarus, załadowany po sufit licznymi pakunkami. Dosiadający się ludzie upychają kolejne paczki pod siedzeniami i w przejściu. Witają się przy tym ze sobą serdecznie. Wygląda na to, że wszyscy pasażerowie się dobrze znają. Odległość z Tbilisi do Barisacho to tylko 100 km, ale podróż zajmuje trzy godziny, bo Ikarus z mozołem toczy się w kierunku Wielkiego Kaukazu. Pnie się powoli pod górę po krętej szosie i często się zatrzymuje, bo kierowca i pasażerowie załatwiają po drodze swoje sprawy. W pewnym momencie asfalt niepostrzeżenie znika i autobus telepocze się na wybojach szutrowej drogi.

LUKSUS I BOLĄCE ZĘBY

Barisacho, choć jest największą wsią w regionie, liczy zaledwie 200 mieszkańców. Centrum osady jest mały placyk, na którym zatrzymuje się autobus. Obok znajduje się jedyny tutaj sklep. Zanim zaczniemy się zastanawiać, co ze sobą zrobić w tej zapadłej wiosce, kierowca proponuje nam pomoc w znalezieniu noclegu. Zaprasza nas do siebie Sydonia. Wydaje się cicha i delikatna, ale to tylko pozory. Utrzymuje rodzinę wypiekając chleb dla całej osady. Jej mąż zmarł wiele lat temu i teraz sama wychowuje trzech synów. Mieszkają w starym i skromnie urządzonym domu, ale antena satelitarna jest i łazienka z bieżącą wodą też. Większych luksusów nie można sobie tu wyobrazić. Kiedy gospodyni podaje nam kolację nie siada z nami do stołu, tylko stoi obok i patrzy na nas z zakłopotaniem. Tłumaczy, że bolą ją zęby.

BURZA NAD BARISACHO

Wystarczy krótki spacer po wiosce, żeby przekonać się, że ludzie żyją tu bardzo skromnie. Stare domy chylą się ku ziemi pod ciężarem swojego wieku, a w środku zużyte meble podpierają obdrapane ściany. Na podwórkach rdzewieją rozklekotane samochody, walają się dziurawe garnki, a między tym wszystkim snują się zblazowane, wszechobecne w Gruzji, krowy. Powoli zapada zmrok i ten przygnębiający krajobraz kryje się w ciemności. Wieczorem zrywa się potężna burza i w całej osadzie nagle gaśnie światło. Przez wiele godzin siedzimy w kompletnej ciemności, bo nie ma prądu. Słuchając wycia wiatru i odgłosów starego skrzypiącego domu ciężko zasnąć. Pod odklejającą się tapetą zaczyna coś chrobotać. Chowam się pod pierzyną licząc, że, jak tajemniczy stwór wyjdzie, to mnie tam nie znajdzie.

DO SERCA CHEWSURETII

Kiedy wychodzimy rano z ciepłego domu w wilgotne i chłodne powietrze poranka, jest jeszcze szaro. Niebo dopiero się rozjaśnia nad szczytami otaczających nas gór, ale burza minęła i zapowiada się piękny dzień. Przed domem stoi białe żiguli, które nosi ślady długiej i intensywnej eksploatacji. Mamy nim dziś podróżować po Chewsuretii. Przed nami trasa licząca około 40 kilometrów, ale przejechanie nią zajmie nam ponad 3 godziny. Szutrowa droga wiedzie do Szatili, najciekawszego zabytku w regionie, przez przełęcz Datwis Dżwari na wysokości 2676 m n.p.m. Jedziemy karkołomnymi serpentynami, z podziwem patrząc na wyniosłe góry nad nami i strome przepaści pod nami. Chewsuretia to historyczna kraina zagubiona między górami Wielkiego Kaukazu. Najniżej położona wioska tego regionu znajduje się na wysokości 1400 m n.p.m., a najwyższy szczyt to sięgająca 4492 m n.p.m. Tebelosmta. W krajobrazie dominują monumentalne masywy poprzecinane głębokimi kanionami. Stąd też nazwa tej krainy pochodzi od gruzińskiego słowa „chewi”, czyli wąwóz. Roztaczające się przed nami widoki zapierają dech w piersiach, bo wschodzące słońce oblewa ciepłym światłem góry pokryte wielobarwnym kobiercem drzew. Zbocza Kaukazu płoną intensywnymi barwami jesieni.

TAKSÓWKARZ POGRANICZNIK

Gocza, nasz kierowca, czyni naszą podróż jeszcze bardziej atrakcyjną puszczając rosyjską muzykę na cały regulator. Pali papierosa i dzielnie kluczy między największymi dziurami. Okazuje się, że pracuje jako pogranicznik strzegąc pobliskiej granicy z Czeczenią. W wolnych chwilach dorabia jako taksówkarz. Jak przystało na górala ma surowe rysy, ale w jego oczach tli się iskierka typowo gruzińskiej fantazji. Chewsurowie od zawsze żyli w separacji od innych plemion, więc zachowali odrębną kulturę i tradycje. Ich język przypomina średniowieczny gruziński, więc są w stanie czytać w oryginale arcydzieła średniowiecznej gruzińskiej literatury, podczas gdy inni Gruzini nic z tego nie rozumieją. Ich religia to mieszanka tradycji chrześcijańskiej i kultów pogańskich. W górach jest wiele świętych miejsc, które górale do dziś otaczają swoją opieką i składają ofiary bóstwom. Kobiety nie mają tam wstępu, żeby nie sprofanować ich swoją obecnością.

DZIELNI CHEWSUROWIE I ZEMSTA RODOWA

Ciężkie warunki życia sprawiły, że Chewsurowie żyli w oparciu o surowy kodeks moralny. Jeszcze w XX wieku obowiązywało tu prawo krwi i zemsty rodowej. Mężczyzna i kobieta mogli ze sobą żyć przed ślubem, ale w czystości. Seks przedmałżeński karany był śmiercią. Kiedy kobiety samotnie rodziły dzieci zamknięte w specjalnie wybudowanych do tego celu chatach, ojcowie dzieci chodzili wokół chaty strzelając w powietrze. Dzieci lokalnej szlachty wychowywali prości wieśniacy, aby wpoić im zasady honorowego i uczciwego życia w społeczności. Dziś większość Chewsurów żyje z dala od swoich rodzinnych domów. Opuszczali te tereny od XIX wieku, aby znaleźć spokój i dobrobyt na nizinach. Ci którzy dotrwali tu do XX wieku zostali wysiedleni w latach 50. przez komunistów. Była to kara za ich rzekomą nielojalność. Dawna granica państwa stała się wewnętrzną granicą Związku Radzieckigo i nie trzeba już było walczyć w jej obronie. Chewsurowie stracili zajęcie, w którym doskonalili się od średniowiecza i które opanowali do perfekcji walcząc jako królewscy strażnicy z najazdami Czeczenów i Inguszów.

BUJANIE W OBŁOKACH

Nasze żiguli niestrudzenie pnie się pod górę. Mgła spowija całą okolicę i zasłania nam widoki. Dopiero gdy wyjeżdżamy na przełęcz, naszym oczom ukazują się szczyty gór. Wyłaniają się z chmur, ale doliny nadal toną we mgle. Przy ustawionej tu kapliczce stoją kubeczki z czaczą jako dar dla bóstw. Zaczynamy zjeżdżać w dół do doliny tak głębokiej, że na jej dnie wciąż jeszcze panuje mrok. Na trasie robi się tłoczno. Co prawda nasz samochód jest tu jedyny, ale musimy dzielić drogę z setkami owiec zmierzających na pastwiska.

OPUSZCZONE MIASTO

W końcu naszym oczom ukazuje się Szatili – średniowieczne miasto twierdza. Żyjąc na terenach wiecznie zagrożonych wrogimi atakami, Chewsurowie musieli opanować do perfekcji trudną sztukę walki i budowy fortyfikacji. Swoje wioski przyklejali do zboczy gór w miejscach oblewanych przez rwące górskie rzeki. Dzięki temu osady były bronione w naturalny sposób ze wszystkich stron. Poszczególne kamienne domostwa przylegają do siebie w taki sposób, że dach jednego stanowi taras następnego. Całość góruje nad doliną rzeki Argun. Spacerujemy po twierdzy, jak po opuszczonym mieście. Gocza tłumaczy, że o tej porze roku większość mieszkańców już wyjechała na południe, żeby spędzić zimę w jakimś bardziej przyjaznym dla ludzi miejscu. Ci, którzy jeszcze są w wiosce, wyjadą w ciągu najbliższego tygodnia. W połowie października zawsze spada pierwszy śnieg i czyni przełęcz nieprzejezdną, a tym samym odcina Szatili od reszty świata. Na zimę pozostają tu tylko dwaj starsi mieszkańcy. Ciężko sobie wyobrazić, co robią w tej dziczy w samotności przez długie zimowe miesiące.

OSTATNI AKT PRZEDSTAWIENIA

Z Szatili można podjechać samochodem jeszcze kawałek dalej, do Muco. To kolejna średniowieczna twierdza usytuowana na pionowej niemal skale na wysokości 1880 m n.p.m. Istnieje tu wciąż około trzydziestu domostw, wieże obronne i pozostałości innych budynków. Są jednak opuszczone od ponad stu lat i powoli, ale nieubłaganie popadają w ruinę. Dawniej była to jedna z głównych osad w regionie, gdzie żyli królewscy wojownicy strzegąc dostępu do Gruzji. Mieli też bronić skarbów, które składano w ofierze przed czczoną tu ikoną Broliskalo. Zgodnie z legendą skarb ten jest nadal ukryty gdzieś w okolicy. Prawdziwym skarbem tego miejsca jest jednak cisza i spokój. Opuszczona twierdza góruje nad przepastną doliną, nad nią piętrzą się majestatyczne szczyty. Nasze kroki dudnią echem w pustych murach. Jesteśmy tutaj całkiem sami. Czujemy się jak jedyni widzowie niepowtarzalnego spektaklu. Scenografią są zbocza Kaukazu Wielkiego, a głównym aktorem dziewicza przyroda tego pięknego zakątka.

autor: Monika Pazera

Artykuł został przygotowany przez biuro podróży Czajka czajkapodroze.pl, organizatora wycieczek objazdowych. Główna specjalność to: Kaukaz, Azja Centralna i Wschodnia, Karaiby oraz Ameryka Południowa.

Komentarze:

Ostatnio dodano z tej kategorii:

Kolejnych 87 laureatów godła “Złoty Standard”

Kolejnych 87 laureatów godła “Złoty Standard”

Kolejnych 87 obiektów hotelarskich wyróżniono godłem "Złoty Standard". Uroczystość wręczenia certyfikatów odbyła się 13 listopada br. w Warszawie i zgromadziła blisko 200 menedżerów hotelarstwa oraz przedstawicieli organizacji branżowych Zgromadzonym oczekującym na...
Plebiscyt Best Hotel Award 2012 Zakończony

Plebiscyt Best Hotel Award 2012 Zakończony

Już po raz drugi w branży hotelarskiej zostały przyznane nagrody Best Hotel Award 2012 organizowane przez firmę Global Hotels & Travels - właściciela serwisów rezerwacyjnych online z największa w Polsce...
Raciborskie NAJ

Raciborskie NAJ

NAJwiększa z możliwych pomyłka przydarzyła się Morawianom, którzy w 1108 roku mieli bronić grodu raciborskiego przed wojami księcia Bolesława Krzywoustego, który w tym czasie polował w lasach pod Koźlem. Widząc...